Nie tylko „karciane przekręty”…

W Polsce – za rządów PO – żeby nie było – wprowadzono tak zwaną
Ulgę meldunkową. „Objęła każdego, kto w tym okresie nabył
mieszkanie, a następnie sprzedał je w ciągu następnych pięciu lat.
W teorii miała ludziom pomóc, bo zwalniała z podatku, który
normalnie musieliby zapłacić.
Żeby z niej skorzystać, wystarczyło złożyć oświadczenia o
zameldowaniu i chęci skorzystania z ulgi.
Absurd polegał na tym, że żaden normalny człowiek nie wiedział,
że takie oświadczenie należy złożyć.
Nie miał prawa o tym wiedzieć, bo państwo przed ludźmi skrzętnie
ten warunek do skorzystania z ulgi ukryło.
Informacja o nim znajdowała się tylko w przepisach, do których
dostęp miała bardzo wąska grupa specjalistów.”
Po latach, tak na krótko przed upływem okresu przedawnienia,
urzędy skarbowe rozpoczęły złodziejski proceder.
Ulgowiczów zaczęto wzywać. Informowali, że w związku z brakiem
dostarczenia stosownego dokumentu, ulga przepada.
I że trzeba spłacić zaległy podatek i odsetki, które w międzyczasie
narosły. Dokumentów nie złożył nikt.
O oświadczeniu nie mieli pojęcia notariusze, a ofiarą ulgi meldunkowej
padali nawet sami urzędnicy skarbowi.
Ale niewiedza kosztuje, a nie zwalnia od odpowiedzialności.
Państwo na ludzi zastawiło pułapkę.
Po latach okazało się, że ofiar ulgi meldunkowej w Polsce było prawie
20 tys. Sumy do spłacenia wahały się między kilkadziesiąt a 250 tys zł.
Nie było zmiłuj, kto wszedł na drogę sądową oprócz przegranej,
miał jeszcze do zapłacenia koszty procesowe.
Śmietankę spijał obecny rząd, bo PO się przeliczyło i poślizgnęło
się przy ostatnich wyborach na własnym gównie.
A mieli rządzić trzecią kadencję.

W latach dziewięćdziesiątych mój brat prowadził dobrze
prosperujący warsztat samochodowy.
Dobrze prosperujący do momentu kiedy
nie zaczął naprawiać samochodów znajomych.
Wkładał swoje pieniądze w części, płacił pensję pracownikowi,
a znajomi wyjeżdżali nie płacąc, bo „mieli akurat przejściowe
problemy finansowe”, więc zgadzał się na zapłatę „za miesiąc”.
Nikt nie zapłacił oczywiście ani grosza a podatek i ZUS trzeba
było zapłacić.
W końcu wyrejestrował działalność, wrócił do pracy.
Niczego nie świadomy, zdziwił się mocno, kiedy został
wezwany do urzędu skarbowego w sprawie niezapłaconego
podatku za działalność gospodarczą,
w latach kiedy już jej de facto nie prowadził.
Okazało się .ze przedsiębiorczy pracownik, przywłaszczył sobie
pieczątkę i dalej prowadził biznes, tyle że na lewo i pod innym
adresem, wystawiając lipne faktury na mojego brata.
Zaległość trzeba było zapłacić, a nieuczciwego należało pozwać do sądu.
Ale mój brat miał miękkie serce.
Podobnych przypadków można by mnożyć na pęczki.
Tak się zazwyczaj kończy zaufanie.

Nie dziw się Marku wszelkim cwaniakom i złodziejom,
bo oni zazwyczaj mają dobrego nauczyciela wyżej, a
nam za naiwność i chęć zaoszczędzenia paru groszy,
zawsze przyjdzie zapłacić z nawiązką.

17 myśli na temat “Nie tylko „karciane przekręty”…”

  1. Do spółki z moim synem również prowadziliśmy zakład naprawy samochodów. Znam doskonale temat „przelotnych kłopotów finansowych”. Miałem i takich klientów. Wypisywali czeki bez pokrycia a potem udawali zaskoczonych.
    Urząd miejski, pod który podlegał nasz zakład przegonił od nas firmę limuzyn, bo ktoś wymyślił prawo nie pozwalające im na parkowanie swoich samochodów na naszym placu. Tych samochodów było zaledwie sześć. My je przy okazji naprawialiśmy. Nic z tego parking był niedozwolony i firma od nas odeszła a my straciliśmy klienta.
    Pracowałem kiedy w bardzo małej firmie sprzedaży detalicznej. Mieli genialnego księgowego. Zgodnie z prawem, o którym niewielu wiedziało umiał zaoszczędzić właścicielom sporo kasy.
    Dlatego denerwuje mnie gdy ludzie myślą, że w Stanach jest jakoś lepiej pod tym względem. Ci co posiadają wiedza jak nagiąć prawo. Maluczkim na ogół zawsze wiatr w oczy.
    Myśle wręcz, że zbliżamy się do jakiego krachu w relacjach obywatel państwo, bo to jak państwo traktuje obywatela nie mieści się już nawet w granicach podstawowej przyzwoitości.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Żeby to jedyny taki „cyrk” był. Zawsze powtarzam że trzeba sto razy wszystko przeczytać i sto razy wszystko przemyśleć, bo można się wpieprzyć w g…. po uszy…. Najgorsze jest to że państwo zawsze znajdzie sposób żeby obywatelowi strzelić w ryj i opróżnić kieszeń 😦

    Polubione przez 1 osoba

  3. I dodam jeszcze, że to nie było tylko domeną rządów PO,ale tak było i wcześniej i będzie za następnych nam panujących. Czasem mam wrażenie że oni celowo zastawiają takie pułapki na obywateli, ale i często obywatele się sami w takie pułapki pchają…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Normalnie między państwem a obywatelem tworzy się wiele instytucji pozarządowych (t.zw. NGO-sy) oraz systemów kontrolnych (NIK, sądy, rzecznicy praw, trybunał konstytucyjny, itp., które zapobiegają takim nadużyciom. U nas praktycznie je polikwidowano, albo obsadzono „swoimi”. Rząd przecież musi się „sam wyżywić” … chociażby łapówkami. 😉

    Polubione przez 1 osoba

      1. NIK się nie liczy, bo prezes już „na walizkach”. W sądach można by się bić pod warunkiem, że w postępowaniach odwołaczych orzekali by niezawiśli sędziowie, a tak nie jest … Teraz nawet wyprowadzenie sprawy do UE jest ryzykowne, bo Unia też już się od nas nauczyła handlowania praworządnością. A więc ch…, d…. i kamienie. 😉

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s