Pracować dla idei.

Nie mam jakoś zaufania do ideowców. Tych przez wielkie I. Tak się zawsze jakoś składa, iż te idee przez duże I oraz ich orędownicy w końcu wychodzą nam bokiem. Oni najpierw swoją ideę gloszą. Zrazu cicho, spokojnie, potem coraz głośniej, by następnie wcielić ją w życie, osaczyć nas i wmawiać iż tego właśnie chcieliśmy. Potem ideowcy już nic nie muszą robić – robią za nich inni – a jedynie odcinają kupony od swojej „ideowej pracy”…  Znamy też kilku wielkich twórców, wielkich idei którzy przeszli do historii. Żeby nie szukać daleko, z ostatnich przychodzi mi na myśl Lenin, Hitler, Stalin. Potem byli juz tylko pomniejsi kontynuatorzy ich idei. Aż do dziś. Dziś ideowcy mnożą się jak grzyby po deszczu. Powoli zaczynam się bać!

Reklamy

O nauczycielach obiektywnie.

Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą iż nauczyciele również rywalizują między sobą i to ostro. Czasem odbywa się to kosztem uczniów, czasem przeciwnie, z pożytkiem dla nich. Przykład który opiszę pochodzi z okresu sprzed wprowadzenia gimnazjów, które były – nie tylko moim, ale i niektórych nauczycieli, oraz pracowników kuratorium zdaniem – jednym z najgorszych pomysłów na reformę oświaty, tak jak zresztą obecnie rezygnacja z nich, po latach, kiedy wszystko nabrało właściwych kolorów i konieczna mimo wszystko reforma, powinna eliminować problemy a nie gimnazja. Nie o reformie miałam pisać, więc do rzeczy. Dwie kobiety, w zawodzie mogące się pochwalić sporym doświadczeniem, obie mające wychowawstwo w równoległych klasach, z tym że jedna z nich, eksperymentalnie – od klasy pierwszej szkoły podstawowej. W tej eksperymentalnej klasie na trzydzieścioro dzieci – dwadzieścia osiem świadectw z czerwonym paskiem przez wszystkie lata nauki (wyłączając oczywiście nauczanie początkowe, zupełnie inaczej oceniane), zwycięstwa wszelkich konkursów wiedzy i olimpiad  na koncie i niesamowity, wręcz przyjacielski kontakt z wychowawczynią. Czasem bywa tak, jesli chodzi o awans, że nie  zawsze spotyka on tych, co zasłużyli. Tak było i tym razem. Wychowawczyni siódmej b załapała się do pracy w kuratorium. Pierwsze co zrobiła jako urzędnik kuratorium, to próba zaszkodzenia nielubianej koleżance. Jako że komuś z takimi osiągnięciami zaszkodzić raczej trudno – chwyciła się jak tonący brzytwy faktu iż koleżanka osiągnęła w międzyczasie wiek emerytalny i pracowała na 1/2 etatu. Z racji tego iż w Polsce zawsze usiłowano robić oszczędności na tym co się oszczędzać nie powinno – załatwiła koleżance koniec pracy zawodowej, powołując się na konieczność wprowadzenia oszczędności i zapewnienia miejsc pracy młodej kadrze. Nic nie zdziałała dyrektor szkoły, ani rodzice. Sprawę załatwił rzecznik praw ucznia, do którego zwróciła się o pomoc młodzież. W jego opinii zmiana wychowawcy znającego swoich podopiecznych od początku nauczania, mogła destrukcyjnie wpłynąć na postępy w nauce w ostatnim, najważniejszym etapie nauczania podstawowego i była zwyczajnie krzywdząca. Jak widać różni są nauczyciele, nie wszyscy niestety potrafią wznieść się ponad wzajemne animozje i nieobce jest niektórym poczucie zawiści. Sa więc zupełnie jak inni ludzie, przedstawiciele innych grup zawodowych, na równi z innymi źle opłacani i gloryfikacja tej właśnie a nie innej grupy jest dla innych krzywdząca. Jestem za tym, aby ich płace wzrosły, a ponadto aby zależały od sukcesów zawodowych. Żeby ci najlepsi odczuli iż są nagradzani, a tym pozostałym żeby się chciało! Niech każda godzina ich pracy będzie opłacona, nawet te domowe poprawy prac klasowych, dyżury i każda poświęcona szkole chwila. Ponadto, należałoby sprawić, aby uczniowie i ich rodzice odczuli, iż nauka to nie tylko obowiązek nałożony na nich w tzw. wieku szkolnym, ale przywilej, który można stracić na rzecz znacznie gorszego rozwiązania, w przypadku notorycznego okazywania nauczycielom i kolegom braku szacunku. To tylko takie moje marzenia, aby szkoła przypominała tą z mojego okresu nauki. Murem jednak stoję po stronie nauczycieli, tych świetnych, dobrych i tych gorszych trochę, w ich sporze z rządem, bo gra idzie nie tylko o pieniądze, których pani minister nie szczędziła swoim z MEN, ale przede wszystkim o godność polskiego nauczyciela i nie tylko.

Wam też się zdarza?

O poranku, kiedy teoretycznie jestem już rozbudzona, zdarza mi się robić różne dziwne rzeczy. Ponieważ pierwszą czynnością jest parzenie kawy – od kilku lat tak mam, że poranna kawa jest najczęściej tą jedyną, a przynajmniej jedną wypitą ze smakiem, rzecz dotyczy przeważnie parzenia kawy.  Wstaję rano i udaje się do kuchni. W tym domu kuchnia jest tak mała, iż nie miesci się w niej wiele niezbędnych przedmiotów, w tym porządny sprzęt do parzenia kawy. Wielkość kuchni, to moja „zasługa”, więc nie narzekam głośno. Przygotowuje ją zatem w zaparzaczu, lub po prostu pije rozpuszczalną, z pełną świadomością tego, iż nie jest zdrowa. Włączam więc czajnik i do momentu zagotowania wody, nic niezwykłego sie nie dzieje. Przygotowuję wszystko co niezbędne i…  w tym momencie zaczyna się dziać. Nigdy do końca nie wiadomo co się zdarzy: a) zaleje kawę zimnym mlekiem, b) zaleje wrzątkiem kubek bez kawy, c) zaleje wrzątkiem kawę w słoiku. Wariant d odpadł kiedy przestałam słodzić.

Szkoda, że NARESZCIE!

Zmarł Jan Kobylański, wielka szuja i szemrany przyjaciel różnej maści rownie szemranych biznesmenów, jak choćby ten z Torunia. Dobrzy ludzie odchodzą młodo. Łotrom pan Bóg daje więcej czasu i szansę na poprawę. Jednakże ile można trzymać tu na ziemi, kanalię nie rokującą poprawy? 95 lat, to szmat czasu. Niech go anioły ciemności przyjmą piekielną muzyką, z honorami. Świat stanie się trochę piękniejszy od dziś. Amen.

Tylko dla kobiet.

Moje wpisy są teraz krótkie i występują rzadko, ponieważ muszę się skoncentrować na pilnowaniu „skarbów” 😉 Muszę się nimi nacieszyć, kiedy mam ku temu okazję, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie mi dane. Natura jest matką wynalazku. Nie potrzeba, a właśnie Natura. Człowiek może co najwyżej coś ulepszyć, lub spieprzyć. W zależności od potrzeb. Czasem ulepszy, a cześciej spieprzy. Natura zaś wymyśliła wszystko mądrze i w oparciu o nasze potrzeby. Nie przewidziała jednak, iż nasze zachcianki, będą rosły do takich rozmiarów i o tyle przewyższą nasze potrzeby. Do wszystkiego co nam dała – przewidziała również środki niezbenie aby o to dbać, a w razie potrzeby naprawiać. Mam dwie serdeczne koleżanki, które poznały się się w czasach szkolnych, a więc raczej młodo. Obie, mimo upływu lat, wyglądem niewiele się różnią od tamtych dziewczyn, jedynie przybyło im nieco kilogramów. Jedynym kosmetykiem, który stosują obie od czasów kiedy się poznały, jest krem z naturalnych składników, oparty na recepturze babci. O urodę trzeba dbać już wtedy, kiedy się ją posiada. Ile kobiet zawraca sobie tym głowę w młodości i oprócz nakładania sporej warstwy kosmetykow upiększających, dba właściwie o kondycję skóry? Jeśli nawet, to kupują w drogeriach bajecznie drogie kosmetyki, ponoć oparte na naturalnych składnikach. Ponoć, bo jeśli nawet jakieś były, to zostały przetworzone w takim stopniu, iż są bardziej syntetyczne niż naturalne. Jeśli skóra straci swoją jedrność, to nie ma zmiłuj! Możesz powstrzymać dalsze oznaki starzenia, ale bez chemii czy skalpela czasu nie cofniesz. A jedno i drugie jest obarczone ryzykiem. Pomyśli ktoś, że na tym kremie mogłyby zbić fortunę. Nic bardziej mylnego, bo ludzie nie wierzą, iż coś co jest proste i tanie może być skuteczne. Nie są tym zainteresowani. Dlatego wolą wierzyć reklamom, no i pół biedy jeśli same siebie potrafią przekonać, że specyfik działa. Mają za tę kasę choć poprawę samopoczucia. Czy wiecie że do reklamy kosmetyków, używa się czesto zupelnie innych niż te akurat reklamowane?

Małżeństwo to nie taksówka. Nie można wsiadać i wysiadać kiedy się ma ochotę.

Jeśli się chce, wysiąść można w każdej chwili, ale niestety, trzeba płacić! Wszystko ma swoją cenę. I nie chodzi bynajmniej o pieniądze. Jak to wygląda z perspektywy mężczyzny, możecie przeczytać na blogu Mr of America, szczególnie zaś polecam lekturę Staszkowi, aby wiedział za czym tak naprawdę teskni 😉  Otóż mężczyzna wchodzi w związek małżeński niby świadomie, ale nie do końca. Wydaje mu się, że zachowa wszelkie przywileje człeka wolnego, z jednoczesnym nabyciem nowych, takich jak pełna micha, czyste gacie i wyłączność na pilota. Nieumiarkowane kontakty z kolegami nagle zaczynają przeszkadzać żonie, która zrezygnowała właśnie z kina z przyjaciółką, na rzecz wspólnego spędzenia czasu z małżonkiem. Mężczyzna nie rozumie co złego w codziennych wypadach na piwko z kolegami, o co ona się czepia. Zamiast zająć się dziećmi i prasowaniem jego koszul, urządza dziką awanturę, a jego boli głowa i męczy kac, po wczorajszym. Nie rozumie, że aby nabyć praw do pełnej michy i czystych gaci, musi dać z siebie conajmniej tyle samo. I nie o to chodzi wcale, aby w podzięce wyprał majtki żony i nasypał jej pelną michę chrupek. A przecież nikt go na siłę nie zaobrączkował, niczym gołębia. I te płytkie żarty o blondynkach, kiedy ona akurat pofarbowała sie na bląd. Panowie! Na koniec pytanie testowe. Bardzo często słyszymy – my kobiety – że mamy z wiadomych względów, o jeden zwoj mózgowy więcej niż kura. Ile ma mężczyzna? Celem wyjaśnienia. Nie mam zamiaru nikogo obrazić, wiem iż większość z was panowie zdecydowanie odbiega, od opisanego prze ze mnie schematu. Nie jesteśmy też idealne, co usłyszałam nie raz od mojej trzyletniej wnusi, kiedy usiłowałam zapanować nad jej szaleństwami. Ty też babciu nie jesteś idealna😃

Miejsce dla lekcji religii jest w szkole…

Czyżby?  Jak bardzo różni się prawda naukowa, od prawdy kościelnej, choćby w sprawie pochodzenia życia na ziemi, każdy wie. Jak zatem pogodzić te dwie, wzajemnie się wykluczające wersje pod jednym dachem? Czy właściwym jest podawanie dzieciom sprzecznych informacji i czy możliwa jest obiektywna ocena ich wiedzy, pochodzącej z dwóch różnych źródeł, bez robienia wody z mózgu? Czy możliwy jest rozwój i postęp w oparciu o mity? Dwa światopoglądy pod jedną czaszką, mają sprzyjać właściwej pracy mózgu?